Spotkanie  z tą rodziną to kolejny dowód na to, że rodzinna sesja w domu to bardzo dobry pomysł. Hugo, który najpierw był dość nieśmiały (później też okazało się że całkiem poważnie przeziębiony, a więc na prawdę był bardzo dzielny) po chwili oswoił się z moją obecnością i zaczął brykać, wariować i śmiać się – czyli to w czym dzieci są najlepsze! Naturalne środowisko pozwala na zupełne wyluzowanie się rodzinki i na przykład przyłapanie dziecka na magicznym wpatrywaniu się w ukochaną mamę. Nie da się zauważyć, że bohaterem naszej sesji był też okrąglutki brzuszek Patrycji, ahh ile byśmy dały aby każda z nas wyglądała tak oszałamiająco pięknie. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się z nimi zobaczę!

 

SHARE
COMMENTS