Dzisiaj mam dla Was dłuższą historię. Rodzine, którą za chwile zobaczycie możecie już kojarzyć. Fotografowałam ich pierwszego synka, kiedy był malutki, ma na imię Leon. Kilka lat (hmm dwa? trzy?) minęło od naszej ostatniej sesji i pojawiła się doskonała okazja aby spotkać się ponownie. Powód ma na imię Helcia i udało nam się ją przyłapać jeszcze przed porodem ;)

Tym razem zaplanowaliśmy dwie sesje. Rodzinną, taką zupełnie na luzie z wygłupami i dużym brzuchem Agaty i drugą już z Helgą na pokładzie. Teoretycznie zima nie sprzyja w Polsce pięknym sesjom rodzinnym. Nie jest zielono i jasno to fakt, ale czy dodatkową wartością na domowych sesjach nie jest przypadkiem udokumentowanie przestrzeni w której żyjemy? Wydaje mi się, że to są kolejne składowe naszych wspomnień, które warto gdzieś zachować. W każdym razie wyszło fajnie. Trochę na polu, trochę w restauracji Warsztat we Wrocławiu, trochę w domu.

 

Processed with VSCO with c1 preset

SHARE
COMMENTS